search
top

U mistrza Dermotta, część I

W karczmie „U Weissa” panował miły półmrok. Jedyne światło dawały dopalające się z wolna świece. Oprócz drzemiącego za kontuarem karczmarza, w głównej sali znajdowało się jeszcze dwoje ludzi. Siedzieli przy jednym ze stolików ustawionych w rogu.
– Gdzie? – szepnął jeden, popijając z kufla.
– Nie łatwo go odnaleźć było… – odpowiedział wymijająco drugi, drapiąc się po czole.
Ten pierwszy odpiął sakiewkę od pasa i położył na stole. Drugi zareagował od razu.
– Się rozumie. Wiesz gdzie jest „Vorherwenlinden”?
– W centrum, na wschód od rynku…
– Racja. Jak tam już zajdziesz, to pytaj szynkarza o Dermotta, kładąc mu na kontuarze 2 floreny. Inaczej możesz mieć kłopoty. Karczmarz powinien Ci wskazać zapijaczonego mężczyznę drzemiącego przy ladzie. Podejdź do niego z kuflem i spytaj czy nie chce „pienistego”. On zaprowadzi Cię do zamkniętego i nieużywanego na co dzień alkierza. W środku będą schody na dół schowane pod klapą. Nie zwracaj szczególnej uwagi na stojących przed schodami osiłków, raczej tego nie lubią… Na dole znajdziesz mistrza Dermotta w jego królestwie. Tylko wiesz nie idź tam z pustym mieszkiem – skończył mężczyzna, dopił piwo i szybko wyszedł z karczmy „U Weissa”.

– Czego? -ryknął karczmarz, ukazując duże braki w przednim uzębieniu.
– Dermott – odpowiedział mężczyzna o brązowych włosach zakrywających oczy, kładąc na stole 2 floreny. Karczmarz wskazał opartego o kontuar mężczyznę. Przybyły odgarnął brązową grzywkę do tyłu i podszedł do „niby drzemiącego”. Oczy, które ujrzał nie były przekrwionymi oczami pijaka, ale żywymi czarnymi punkcikami przewiercającymi na wylot każdego.
– Może pieniste? – spytał nerwowo.
– Pieniste? Tak. Jasne. Chodźmy do alkierza – odpowiedział „pijak” i zaczął się powoli zataczać w kierunku zamkniętego alkierza. Otworzył drzwi i ponaglającym gestem zaprosił do środka.

Nie był to zwykły alkierz. Nie było tu żadnego stołu, ni rzędu krzeseł, tylko dwóch opartych o ścianę ludzi i nakryta jakimś tandetnym dywanikiem klapa.
– Kto tam? – powiedział z dziwnym akcentem jeden z nich.
– Do mistrza. Czysty – odpowiedział „pijak”.
Ciała dwóch ludzi były tak smagłe, że prawie nie odróżniały się od koloru noszonych przez nich skórzanych kurtek. Ich ramiona były pokryte tatuażami. Włosy mieli długie, misternie zawiązane w niespotykane w cywilizowanych krajach warkocze. Uzbrojeni byli w dziwnego kształtu miecze o trzech równoległych ostrzach.
Jeden z nich odrzucił tandetny dywanik przedstawiający jabłoń i otworzył klapę, potem wskazał przybyszowi kiwnięciem głowy prowadzące na dół schody. Podróżnik ponownie odgarnął brązową grzywkę i niepewnie zszedł na dół.

Na dole panował całkowity mrok, wyjmując tlącą się powoli pochodnię.
– Ktoś Ty? – ozwał się niski głos gdzieś z głębi pomieszczenia.
– Przyszedłem do Mistrza Dermotta.
– Ktoś Ty pytam?
– Adalbert Grohen.
– Nie ze stolicy?
– Zza Amellu.
– Co cię interesuje? – zapytał mężczyzna. Był o prawie głowę niższy od przybysza. Ubrany w białą zabrudzoną koszulę i skórzane spodnie.
– Broń.
– Ile masz? – ponownie zapytał Dermott.
– Pieniądze nie grają roli, chcę czegoś dobrego.
– Trafiłeś pod dobry adres…

Mistrz Dermott to znany niewielu ludziom kupiec. Handluje przede wszystkim bronią, którą to nielegalnie sprowadza zza morza i odległych krain. Jego ceny są wysokie, jak jakość jego towarów.

Oto co można znaleźć w jego sklepie:

Miecz Sladveryjski – jest to miecz, jakiego używa konnica, przemierzająca zielone polany położone na wschód od pustyni Korath. Miecz ten wyróżnia to, iż składa się z trzech równoległych ostrzy (zamiast jednego).
Obrażenia: k6+3+2xSi
Uwagi: Wymagana zręczność co najmniej na poziomie dobrym (3), walka bronią na poziomie dobrym (3)
Cena:500 denarów

Długi nóż z krzywą klingą – jest to typowy nóż, tyle, że jego klinga ma ok. 40-50cm długości
Obrażenia: k6+2xSi
Uwagi: brak
Cena: 100 denarów

Miecz typu „Gwiazda” – jest to miecz, którego klinga zakończona jest czymś w rodzaju malutkiej piłki w kształcie gwiazdy.
Obrażenia: k6+1+2xSi
Uwagi: brak
Cena 160 denarów

Miecz typu „Wilk” – jest to miecz, którego klingę pokrywają malutkie ząbki.
Obrażenia: k6+2+2xSi
Uwagi: czas leczenia ran zadanych tych mieczem zwiększa się o tydzień
Cena: 200 denarów

Morgenstern – jest to rodzaj żelaznej maczugi pokrytej różnego rodzaju, ząbkami, kiełkami, kolcami.
Obrażenia:k6+2xSi
Uwagi: brak
Cena:80 denarów

Linka Holverströma – Isaac Holverström był nilfgaardzkim mordercą. Owa linka jest to skórzany pasek szerokości 3 cm, nabijany malutkimi srebrnymi igiełkami. Holverström ową linką dusił swe ofiary zakradając się cichutko od tyłu.
Obrażenia: *
Uwagi: Uduszenie linką powoduje natychmiastową śmierć ofiary pod warunkiem udanego testu walki wręcz o ST= wigor ofiary +MT 2. Ofiara musi się wcześniej zakraść od tyłu. Musi wygrać standartowy test skradania.
Cena: 300 denarów

Flet – To niezwykły instrument. Mieści się bowiem w nim cieniutkie „żyletkowate” ostrze.
Obrażenia: k3+2xSi
Uwagi: brak
Cena: 50 denarów

Na razie tyle, ale mistrz Dermott właśnie wybiera się po dostawę. Oczekujcie go podróżnicy…

33 Komentarzy do “U mistrza Dermotta, część I”

  1. Pasożyt pisze:

    Nawet fajny artykuł, choć niezbyt podoba mi się sama broń. Nie wiem czemu morgenstern, długi nóż i garota są takimi niezwykłymi broniami „zza morza i odległych krain”. Szczególnie morgenstern, który jest strasznie „typową” bronią. Nie można też powiedzieć żeby tej broni było dużo, ale na szczęście ma nastąpić ciąg dalszy. Artykuł oceniam na może nieco naciągane 7.

  2. siman pisze:

    Hmm… Artykuł moim zdaniem spieprzony. Opowiadanie nawet ciekawe, oczekuje się naprawdę niezłych przedmimiotów, a dostaje się takie „gnioty”. Bronie mało oryginalne, albo bezsensowne (miecz o potrójnym ostrzu…). I co najgorsze wcale nie są one egzotyczne. Zwyczajna broń, cacko z dziórką i sztucznie zwiększonymi obrażeniami. A miłoby było w ofercie owego Dermotta zobaczyć chociażby katanę. Wiem, że w dzełach mistrz Sapkowskiego nie było nawet wzmianki o klimatach orientalnych, ale przecież mało tam było o krainach innych niż Nilfgaard i krówlestwa Nordlingów.

  3. siman pisze:

    No tak… jak zwykle, w oparciu o żelazne zasady matematyki, średnia z ocen 5 i 7 to… 5.67 :P:P

  4. Adalbert pisze:

    Wprowadzonko fajne i nastrojowe.

    A co do broni…
    Miecz Sladveryjski: rozumiem, ze ta ostrza sa obok siebie a nie jeden za drugim (tzn jak „pazury” a nie jak „pila”)? Cena troche mala w porownaniu z reszta.

    Długi nóż z krzywą klingą: czyli po prostu krotki miecz? albo kindzal? Czy zakrzywiony jak szabla, czy jak sierp (jak w „Powrot Mumi”). Nie za bardzo „czuje” ten noz

    Miecz typu „Gwiazda”: ja tego nie lapie. Cos w rodzaju krzyzowki miecza i bulawy? Tak na logike nie wydaje mi sie to zbyt skuteczne, bo mieczami przede wszystkim sie kluje.

    Miecz typu „Wilk”: czyli tzw Bastard. Walka takim mieczem powinna byc ciut trudnielsza, nie mozny przeciez klasycznie ciac.

    Morgenstern: Zgadzam sie z przedmowca. Morgenstern to krotki kij zakonczony zelazny kula, a w tej kuli zelazne kolce. Inna wersja: kula przymocowana do kija na krotkim lancuchu. W obu wykonaniach bardzo efektywna bron, po ktorej uzyciu ofiara na pewno widziala „gwiazde poranna”

    Linka Holverströma: Dlaczego nie struna? jesli Jaskier gral na lutni (albo czyms takim) to metalowe struny sa juz mozliwe. (Czy ktos sie zna na sredniowiecznych instrumentach?)

    Flet: Uwazaj przy grze, zeby sobie usmiechu nie powiekszyc :-) Rozumiem, ze to jakies wysuwane ostrze. Flet jest ciekawym pomyslem i „rozwojowym”. Ja bym moze zamiast ostrza do ciecia jakis szpikulec tam wlozyl (sztylet). Albo strzalki do dmuchynia. Mozna sobie wyobrazic cala kolekcje fletow. Mozna je nazwac Flety Kajsera (legendarnego barda – skrytobojcy)

    Ogolnie ciekawe pomysly, ale opisy zbyt skromne i dla mnie niezadowlaljace. Opowiadanko ratuje na 5 points.

    PS Wszelkie prawa do barda-skrytobojcy Kajsera niniejszym zastrzezone

  5. Pasożyt pisze:

    Adalbercie
    Linka Holverstroma to po prostu garota. Nie wiem jak w normalnym średniowieczu było, ale w Warhammerze takowa jest.

    Simanie
    Też miałem problem ze średnią i na forum mi go wyjaśniono. Głos autorów jest po prostu bardziej ważny niż innych.

  6. lassar pisze:

    Opowiadanko ciekawe, przedmioty trochę mniej, wiele z nich nie wprowadza nic nowego do wiedźmina. Czekam na dostawę. Co do strun to w średniowieczu robiono je z jelit zwierzęcych, nie wiem czy taki materiał nadawałby się na garote – ponoć jedwabna chusta jest bardzo skuteczna (wbrew pozorom, jedwab jest jedną z najbardziej wytrzymałych tkanin) – takich używają spadochroniarze legii cudzoziemskiej.

  7. Adalbert pisze:

    Pasożycie

    Zacytuje:
    …”jest to skórzany pasek szerokości 3 cm, nabijany malutkimi srebrnymi igiełkami”…

    Wysilam sie i probuje sobie wyobrazic, jak mozna na skorzany pasek igielki nabic, a potem nimi kogos udusic. Moze trzeba „pilowac”?

    Dzisiejsza garota to cienka mocna struna i dwa drewienka do mocnego uchwytu. Ona nie tyle dusi, co przecina gardlo (ewentualnie wcina sie w reke, jesli ktos sie w pore zorientuje) W „Wiedzminlandzie” ewentualnie cieciwa luku mogla by tu zastapic strune. No ale skorzany pasek?

  8. Ashnod pisze:

    Ciekawy wstęp, ale asortyment mistrza Dermotta trochę roczarowuje. Może spodziewałam się jakiś unikalnych broni, jak chociażby słynna Jaskółka. Jak wyglądają miecze o trzech równoległych ostrzach?

  9. Pasożyt pisze:

    Adalbercie
    Rzeczywiście masz rację. Jakoś nie zauważyłem, że to „skórzany pasek”.

  10. Muoteck pisze:

    Lepiej byłoby rozszerzyć opowiadanie i umiescić jako BNa tego całego Dermotta, gdyż ekwipunek jest skaszaniony. Broń dziwna i mało oryginana (może poza tym mieczem), wcale nie taka droga, 500 denarów to zwykły miecz dwuręczny kosztuje… Już bardzoej egzotyczna była elfia katana z ‚Wieży jaskółki’ czy zerrikańska szabla…

  11. Binio pisze:

    Dobry wstep ale tylko flet moze byc interesujacy jako nowa bron.

  12. Giedymin pisze:

    Oczekujcie na część drugą
    Jak pisałem to po prostu nie miałem za bardzo natchnienia na przedmioty ale na ten doceniany przez was wstępik

  13. Adalbert pisze:

    Chlopie!

    Do braku natchnienia to ty sie lepiej nie przyznawaj. Masz fantazje, to widac. Ale nie zawsze taka fantazyjna bron jest praktyczna. Trzema ostrzami (obok siebie) gorzej jest kogos zranic niz jednym itd.

    Lepiej popraw opisy tych broni, bo nie zawsze moge sobie wyobrazic to, co masz na mysli. Mechanika i cennik tez nie sa mocny strona arta. A ten „dlugi noz” psuje troche nastroj, postaraj sie o jakas egzotyczna nazwe.

  14. shiryu__ pisze:

    Miecz Sladveryjski jest, że się tak wyraże kiczowaty. Nie wiem jak można władać taką bronią. Niby są ograniczenia ale miecz jest trzy razy cięższy od zwykłego. Niby konnica i kawaleria znaczą to samo ale przynajmniej mi to drugie pasuje bardziej.
    Tak pozatym znajdą się może dwi- trzy literówki ale przecierz nikt nie jest doskonały.
    Artykuł oceniam na 5.

  15. Kogut pisze:

    Sam nie tak znowu dawno pisałem do działu ekwipunek i wiem, że ciężko jest pogodzić właściwości oraz intencje stworzenia broni z systemem tak, aby była ona w pełni zrównoważona. Tutaj występuje jednak nieco inny problem, a mianowicie: zrównoważenie tego wszystkiego doprowadziło do małego urozmaicenia broni. Nietrudno zauważyć, że wg systemu większość przedmiotów jest do siebie bardzo podobna. Gdyby jednak popatrzeć na to wg opisu wyglądu, rysują nam się obrazy wprost z wyobraźni jakiegoś nie w pełni rozumu kowala… Drogi Giedyminie: świetnie wychodzą Ci opowiadania (pod warunkiem, że piszesz je w tradycyjnej formie 😉 ). Alekiedy przechodzisz do spraw mechaniki, trudno zauważyć jakieś innowacje. Jeśli już, to są one zazwyczaj wprowadzane na siłę. Dlatego proponuję, byś pisał póki co opowiadania, a co lepsze pomysły z innych dziedzin zostawiał na jakiś czas: z wielu dobrych pomysłów powstanie na pewno lepszy artykuł niż z dwóch (wstępu i fletu) oraz wręcz wymuszonymi „wypełniaczami”.

  16. TKucza pisze:

    Za broń egzotyczną mógłby w Wiedźminie posłużyć Klingoński batlet albo meklet (nie wiem czy to się tak pisze). Fajna brońka to jest, oj fajna.
    Wszystkim, którzy wiedzą, co owe słowa znaczą: Qapla!

    :)

  17. lassar pisze:

    Ciekawymi brońmi mogą być już wspominane elfie katany i zerrikańskie sabery u nas dużo ciekawej bronii robiono w Indiach. Można dorzućić jeszcze jakieś ciekawe łuki, kusze (np. arbalety), nowoczesną broń przeciwpancerną 😉 typu koncerz. Trochę egzotycznego sprzętu – dmuchawki, kindżały, jakieś laski z wysuwanymi łańcuchami, ostrzami czy strzelające jakimiś błetami. Jest mnóstwo możliwości. Mogą pojawić się też jakieś ciekawe rozwiązania w dziedzinie ochrony ciała – kirys z ością powodująca ześlizgiwanie się kopii, lekkie półzbroje dające świetną ochronę i warzące niewiele (do 15 kg)

  18. Giedymin pisze:

    Dzięki za rady
    Niektóre z wymienionych broni na pewno zamieszczę w cz.2

  19. Crazy Punk pisze:

    Zgadzam sie z simanem. Dobrze by było jakby poczciwy mistrzuni miał katane, albo wakizashi. Myśle że mógłby mieć też jakieś lepsze shurikeny(czy też oriony-jak kto woli). Pozatym wydaje mi sie że warto dodać jakąś zbroję, hełm, albo może tarcze.

  20. Crazy Punk pisze:

    a, zapomniałem, jeszcze można zamieścić nunchako

  21. Radowid pisze:

    Brak katan i wakizashi mnie nie martwi. To mocno przereklamowane bronie. Czemu? Katana jest lekka i nie ma kończystego zakończenia które by się nie ześlizgiwało. Zgodnie z wzorem na energię kinetyczną bez szans na przebicie pancerza płytowego. Ma za małą energię. Ma dużą gęstość i jest ostra. To fakt. Rezultat skuwania. Niestety parowanie miecza zachodniego zakończyła by się złamaniem ostrza. Czemu? Miecz zachodni też jest skuwany chociaż z mniejszej ilości warstw. Ma dużą masę i osiąga mniejszą ale mimo to znaczną prędkość. Dzięki temu ma gigantyczną energię w momencie uderzenia. Na ostrze katany działa duże naprężenie. Też rezultat skuwania. Jeśli taką energię dostanie to nie ma ch… we wsi, musi się złamać. Linka to garota. Niby tak, ale z art. wynika, że ma srebrne ząbki. Można więc razić nią niektóre potwory. Dodam, że zwykłe garoty są z skórzanych plecionek lub drutów i raczej nie mają ząbków (po co zadzierzgnięte pętle jest szalenie trudno zsunąć, kto nie wierzy niech zaciśnie choćby zwykły sznurek wokół ręki i spróbuje przesunąć, na szyji jest jeszcze ciężej, bo jest miękka). Zgodzę się natomiast, że miecz sladveryjski musi być piekielnie ciężki, że morgensztern jest mało orginalny i że nóż mógłby się jakoś nazywać. Mimo to atrykuł mi się podoba.

  22. Cień pisze:

    opowiadanko spox, broń troche słabiej.
    ten „dlugi noz” (?) to zwykly kindżał,
    morgenstern to morgenstern, kazdy wie jak wyglada, ameryki nie odkryles…
    spodobal mi sie zato ten „wilk”-cos takiego opisal R.A Knaak w „Legendzie o Humie”(Dragonlance)-miecz dobry, uniemożliwia zsuwanie sie klingi przeciwnika.
    Crazy:nunchako jest nieglupie, moze ty sproboj je opisac…
    Iassar:wreszcie ktos wspomnial o arbalecie, to fajna broń..
    chcialem ja opisac, ale komp mi sie spieprzyl i niewiem kiedy go naprawie…
    Adalbert:kula na lancuchu i trzonku to korbacz…
    kilka malych kul na kilku lancuszkach przymocowanych do jednego trzonka to kańczug-bromie czesto mylone ze soba…
    Radowid;dzieki za wyjasnienia, byly bardzo ciekawe

  23. Adalbert pisze:

    @Giedymin
    Zanim zaczniesz dopisywac nowe bronie, prosze popraw choc troche ten art… ops, za pozno. Juz napisales nowa „kusze dwustrzalowa”
    @Radowid
    Nareszcie ktos mial odwage „odmitologizowac” troche katany. Historie o katanach, ktore przepolawiaja czlowieka od gory do dolu mozna wlozyc do jednej szuflady z legendami o Exkaliburze i tym podobnych. Katany najpredzej przypominaja polskie damascenki. Nie przebijano nimi pancerzy, ale probowano zranic w pache / pachwine / szyje itd.
    @Cien
    Opieralem sie na stronce o broni sredniowiecznej
    http://www.man.poznan.pl/~ritter/Html/main.html
    Mozliwe, ze kanczug i korbacz to polskie nazwy. Nie zmienia to faktu, ze morgenstern, to (gl. na obszarze niemiecki, ale nie tylko) nazwa broni, ktore maja kule z charakterystycznymi kolcami (na lancuchu albo bez). Spotkalem sie nawet raz z nazwa -morgenstern- dla broni dlugiej (odmiana cepa bojowego z charakterystyczna kula).

  24. Crazy Punk pisze:

    Żeby było jasne:

    Morgenstern jest to ta sama broń co Morningstar czyli po polsku Gwiazda Poranna. Składa się ona z drzewca i z bryły osadzonej no końcu tegoż drzewca. Z wspomnianej bryły wystają rozmaite kolce. Częcto była ta była kulą.

    Korbacz jest to broń składająca się z drzewca, kolczastej kuli i łańcucha łączącego te oba elementy. A żeby żaden „znawca” nie czepiał się dodam że korbacz różni się od cepa tym że cep był pierwotnie narzędziem służącym do młuckania zborza. Składał się z dwóch połączonych sznurem kiji o długości 0,75-1,5 m. Dopiero kiedy chłopi zaczęli się buntować, urzyli go jako broni, a że był podobny do karbacza, zaczęto korbacz nazywać cepem.

  25. Pasożyt pisze:

    Ja słyszałem inaczej:
    Morgensztern/morningstar/gwiazda zaranna ro kolczasta kula na drzewcu LUB pojedyncza kula na łańcuchu i drzewcu.

    Cep bojowy to drzewiec z łańcuchem i kulą/kijem/innym czymś.

    Kiścień to jednoręczy cep bojowy z dość krótkim drzewcem (jedna z jego odmian, z pojedynczą kulą ro morgensztern).

    Korbacz to dwuręczny cep bojowy z długim drzewcem.

  26. Crazy Punk pisze:

    No już są kłutnie o szczeguły. Tutaj nikt nie ma racji i każdy ma racje.

  27. Cień pisze:

    tak apropo tych cepów: ćrazy, wspomnij swoj art. o tej wyspie, elfach i całej reszcie(fajna przygoda)
    :)

  28. Cień pisze:

    aha, bylbym zapomnial, ten miecz typu gwiazda musial byc cholernie nieporęczny: takie obciążenie sztychu utrudnia przecierz walkę, a żeby wyważyc takie gowno trza by zamontowac gigantyczną głowice, co by bylo nieporeczne i utrudnialo zginanie nadgarstka…

    Radowid: nie zapominajmy, że japońskie miecze byly takie a nie inne m.in. powodu zbroi skrajnie roznych od europejskich…

  29. Telas pisze:

    http://www.warcraftcentral.com/gallery/fanart/dynalysia_sword.jpg

    miecz..
    nie ten, co w artykule, ale też o trzech ostrzach 😉

  30. Cień pisze:

    przypomina kiść bananów…

  31. Radowid pisze:

    Cień: trudno ustalić co powstało pierwsze. Katana czy zbroja. Pomysł osłaniania się przed uderzeniami zrodził się tuż po wynalezieniu maczugi. Faktem jest natomiast, że katany dostosowywano pod wzgledem jakości zbroi i jednocześnie zbroje pod kątem katan. To nie zmienia faktu, że katana nie rozrąbie pancerza płytowego. Jest przystosowana do walki z przeciwnikiem okrytym pancerzem materiałowym, w najlepszym razie zbroją lamelkową. Prawdopodobnie juz kolczuga byłaby ciężkim orzechem do zgryzienia

  32. Lis pisze:

    Artykuł nawet ciekawy, mam jednak zastrzeżenia co do długości głowni noża (niektóre tasaki miały najwyżej 30cm), bronie o długości głowni były już nazywane krótkimi mieczami (takowy posiada Wacław IV), a co do przebijania kataną płytówki to jest to niemożliwe, gdyż jest to wyczyn trudny nawet dla walczącego europejskim mieczem…

  33. Rębacz pisze:

    Całkiem spoko historyjki, ale moim zdaniem miecz o trzech ostrzach to lekka przesada.Taki coś musiałoby być strasznie nieporęczne.
    Może następnym razem mistrz Dermott sprowadzi coś lepszego i bardziej praktycznego.
    Uważaj bo twoja chora fantazja obniży jakość i tak nienajlepszych artykułów.

Zostaw Komenatrz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


top