search
top

Circaetus Corax

Circaetus Corax

„ (…) Gdy elfy rzuciły się do rabowania zwłok Nilfgaardczyków, Vitring miał wreszcie okazję przyjrzeć się im dokładniej. Elfów było piętnaścioro, różnej płci, ale mężczyzn było więcej niż kobiet. Oprócz elfów wypatrzył też jedną driadę, wyraźnie odróżniającą się wzrostem i kolorem włosów. „ Scoia’tael” pomyślał.

Ale zaraz przyszło mu do głowy, że chyba się pomylił.

Jak na Scoia’tael byli zbyt dobrze uzbrojeni.

I dziwnie; niezwykle jak na elfy.

Mieli głównie nilfgaardzkie zbroje płytowe, pozbawione wszelkich oznaczeń, jednolicie czarne; ze dwie osoby miały czarne pancerze skórzane, ale u końskich siodeł widać było z daleka przytroczone płytówki; większość miała pełne hełmy zamknięte, z uchylaną przyłbicą, głównie bez pióropuszy i innych ozdób; wszyscy mieli pod spodem kolczugi, a przy siodłach wisiały tarcze; kilkanaście długich lanc stało opartych o drzewo, a każdy z wojowników miał u pasa miecz, a kilka osób jeszcze jakąś inną, dodatkową broń; przy każdym siodle wisiał łuk, a u dwóch osobników zauważył kusze.

Generalnie towarzystwo wyglądało na mocno niebezpieczne i… niezwykłe.

Niezwykłe jak na elfy.

Dwanaście osób krzątało się przy trupach, a trzy spoglądały na nich z wysokości końskich grzbietów, z podniesionymi wysoko głowami. Było jasne, że to przywódcy. Vitring postanowił przyjrzeć się im dokładniej. Na potężnym Nilfgaardzkim ogierze bojowym siedział sporych rozmiarów elf, w pełnej czarnej płytówce, czarnej kolczudze, czarnych skórzanych rękawicach i długim czarnym płaszczu z kapturem. Jego długie do ramion ciemnoblond włosy spinała czerwona chustka owinięta wokół głowy i zawiązana z tyłu, wyraźnie w celach ozdobnych, ponieważ nie było pod nią opatrunku.

Na lewym oku miał pionową bliznę, zapewne jakieś ostrze zatrzymało się na wale nadoczodołowym i kości policzkowej.

Przy lewym biodrze wisiał miecz, w pięknej bogato zdobionej srebrem pochwie, znad której wystawała ładna, aczkolwiek bardziej funkcjonalna niż ozdobna rękojeść, z jelcem wygiętym lekko i wdzięcznie w delikatny półksiężyc, otwarty w kierunku ostrza.

Głowica miała również kształt półksiężyca, z niewielkim, kulistym ametystem wewnątrz.

Przy siodle wisiała okrągła obciągnięta czarną skórą tarcza z prostym półkulistym umbem z szarej stali.

Po drugiej stronie wisiał sajdak z wystającym fragmentem ramienia łuku, retrorefleksyjnego, kompozytowego zefhara. Wojownik trzymał czarny hełm ozdobiony kruczymi skrzydłami oparty o biodro.

Drugą postacią była drobnej budowy driada, na niewielkiej, kasztanowej klaczce. Ubrana była w skórzaną zbroję, bez hełmu i tarczy. W ręce trzymała długi łuk, a znad ramienia wystawały jej śnieżnobiałe lotki strzał. Jej długie, falujące włosy miały niesamowity zielonobrązowy kolor. Niezwykle duże oczy omiatały cały teren. Długi, maskujący, brązowoszary płaszcz z kapturem ukrywał większość jej sylwetki, i Havekar nie był w stanie określić czy oprócz łuku ma jeszcze jakąś broń.

Trzecia postać nie wyglądała na wojownika. Delikatnej urody elfijski młodzieniec odziany był w aksamitny płaszcz w kolorze królewskiej zieleni. Spinała go srebrna brosza, której szczegółów Vitring z powodu odległości niebył w stanie określić. Jego kręcone włosy miały prawie ten sam odcień brązu, co sierść wałacha na którym siedział.

W tym czasie reszta elfów skończyła swoją robotę.

Wszystkie części zbroic zdartych z trupów wylądowały w workach, które przytroczono do luźnych koni.

Na myśl o straszliwej śmierci, spowodowanej magią, jaka spotkała Nilfgaardczyków, Vitring mimowolnie się wzdrygnął. Wtem bystrooka driada krzyknęła ostrzegawczo, wskazując na resztki wozu, pod którym krył się handlarz. Natychmiast kilka elfów rzuciło się pod wóz i w mgnieniu oka Vitring został wywleczony na środek polany.

Elfy w tym momencie odskoczyły, a postać w szmaragdowym płaszczu wykonała szybko kilka gestów,

i natychmiast wokół Terhovena zmaterializowały się trzy ogniste obręcze. Pierwsza wisiała na wysokości jego ramion, druga na wysokości bioder, a trzecia na wysokości kolan. Obręcze były z czystego ognia, i otaczały go tylko w takiej odległości, aby go nie przysmażyć, jednak czuł ich gorąco. W ten sposób był skutecznie unieruchomiony, bowiem każda próba ruchu skończyłaby się poparzeniem.

Jego sytuacja nie malowała się zachęcająco…

(…)”

Tym opowiadaniem przedstawiłem czytelnikowi kolejne z serii elfijskie zaklęcie.
Nosi ono nazwę Circaetus Corax.

Jest od wieków popularnie wykorzystywane do skutecznego unieruchamiania jeńców i więźniów.
Z powodu swojej formuły ognistych obręczy aresztant nie miał szans na ucieczkę, ponieważ każda próba większego ruchu kończy się poparzeniem. Zaklęcie można również wykorzystywać do torturowania jeńców,
ponieważ czarodziej je rzucający może bez wysiłków i dodatkowych kosztów regulować jego moc
(temperaturę płomieni i rozmiar obręczy).

Historia zaklęcia sięga czasów przybycia ludzi na Kontynent. Elfy wykorzystywały je popularnie podczas walk z ludźmi, tak w największym powstaniu Aerlinnen, jak i w rozlicznych drobnych potyczkach i utarczkach międzyrasowych. W odróżnieniu od Galaddhremminn Ennorath nigdy go nie zapomniano, lecz było w użytku stale, i jest do dzisiaj.

Jego twórca jest nieznany, ale istnieją przypuszczenia, że, tak jak Galaddhremminn Ennorath, stworzył je Wiedzący, który żył kilka wieków przed pojawieniem się na białych plażach ludzkich okrętów; okrętów stworzeń, które początkowo były braćmi, później zaś śmiertelnymi wrogami. Ów Wiedzący był o tyle niezwykły, iż jego najlepszym przyjacielem był ni mniej ni więcej jak tylko… Krasnolud, imię którego przetrwało wieki w pewnych zapiskach, w odróżnieniu od owego Wiedzącego, który jest dla współczesnych zagadką równie niezwykłą, jak potwór zwany Meduzą.
Krasnolud ten, niestety jest również na poły legendarny, i nie można na dzień dzisiejszy stwierdzić, czy nie jest on legendą taką, jak jego rzekome dzieło, mityczny już topór. Imię jego wedle legend i niektórych, legendarnych częściowo kronik brzmiało Dougan Redhammer; o Wiedzącym natomiast nie można powiedzieć nawet tyle.

Zostawiając historię należy wspomnieć, że formuła tego zaklęcia jest trzymana w tajemnicy przed ludźmi, tak zresztą jak formuły większości innych zaklęć.
Elfy twierdzą, że ludzie wystarczająco już im nakradli magii w zamierzchłych czasach, tak więc nie muszą robić tego nadal w czasach dzisiejszych.
Mają pełną rację, bo czy zastanawiałaś się kiedyś Magiczko lub Magiku, ile z Twoich zaklęć ma elfijskie korzenie?

Circaetus Corax
PM: 20
MT: 3
WPR: 50
Żywioł: Ogień
Sposób rzucania: gest
Obrona magiczna: nie
Opis: wokół więźnia materializują się trzy ogniste obręcze: jedna na wysokości ramion, druga łokci, a trzecia kolan. Mag rzucający zaklęcie może bez żadnych kosztów regulować średnicę obręczy (max. do 2 metrów) oraz moc płonącego ognia.
UWAGA: ogień jest zupełnie prawdziwy i istnieje możliwość zapalenia się przedmiotów w pobliżu obręczy

Dla czepialskich i dociekliwych:
Zaklęcie pochodzi z książki Margaret Weis i Tracy’ego Hickman’a „Przeznaczenie Miecza Mroków” będącej drugim tomem znakomitej trylogii „Miecz Mroków”i zostało przeze mnie dostosowane do świata Wiedźmina, oraz opatrzone odpowiednią historią.

Cień

7 Komentarzy do “Circaetus Corax”

  1. Muoteck pisze:

    Wszstko świetnie opisane (chociaż kilka błędów stylistycznych się znalazło w tekście) ale… to tylko trochę inna wersja Ognistej sieci. I na tym artykuł najbardziej traci =/

  2. Arius pisze:

    Ech… Artykuł dobry, ale… Czemy znowu ten Dougna Redhammer?? Tak ciężko wymyśleć jakieś imię? Już lepiej byś coś „zerżnął” z sagi. Po za tym recepta imion Sapkowskiego jest prosta – korzystał on z prawdziwych imion, zarówno słowiańskich jak i germańskich – przy odrobinie samozaparcia można je znaleźć i wykorzystać. Pozdrawiam.

  3. Cień pisze:

    Dougan Redhammer, poniewarz:
    1)lubię tą postać
    2)opisałem go juz wczesniej, a wszystko to łączy się w poeien całościowy rys historyczno-mitologiczny odsłaniany w kolejnych „dziełach” (wątpliwej jakosci:)
    3)wiem jak AS montował imiona i nazwiska, umiem to robic :p
    4) ludzie czekajta na Wieśmina, z którym nastąpi czas apokalipsy…

  4. Kaen pisze:

    Właśnie przeczytałem.
    Na prawdę świetne. Znowu chichocze przed komputerem, a obiecałem sobie, że przestanę.
    Jako, że nie mam pojęcia o zaklęciach pozwolnę sobie skomentować tylko część opowiadaniową.

    Urocze błedy gramatyczne. Iście mistrzowskie sforumowania
    „pełne hełmy zamknięte, głównie bez pióropuszy” oraz „zapewne jakieś ostrze zatrzymało się na wale nadoczodołowym i kości policzkowej” podobały mi się nabardziej.

    Fajnie jest też opisana ta banda elfów, czy tam kogoś (bo to w końcu „niezwykłe jak na elfy”). Mają chłopaki zbroje płytowe, płaszcze, a pod spodem kolczugi, a facet patrzy i wszystko widzi. Podobnie zresztą jak to, że driada ma pod płaszczem zbroję skórzaną.

    Jak wygląda płaszcz narzucony na pełną zbroję płytową?
    Jak wygląda ktoś, kto się w takiej zbroi… krząta?

    Plus: nie wiem co to jest łuk retrorefleksyjny, kompozytowy zefhar… jako czytelnik czuję się skofundowany:>.

    Generalnie towarzystwo wyglądało no mocno nieskoordynowane. I nieporadne.

    Kolejna sprawa, czyli imię – zarówno imię, jak i nazwisko wygląda jakby wowodziło się ze współczesnej angielszczyzny, a to do Wiedźmina jednak pasować nie może.

    A, heck – jednak mam komentarz dla zaklęcia:
    Temperatura płomieni znajdujących się w odległości na tyle małej, żeby unieruchamiać i nie „smażyć” byłaby za mała, by uniemożliwić „przebicie się” przez barierę. Jednocześnie płomienie o rzeczywiście niebezpiecznej temperaturze musiałby znajdować się w odległości, która pozwalałaby na rozbieg i przeskoczenie pomiędzy obręczami.

    Nie maluje się to zachęcająco.

    Zdravim:>

  5. Kaen pisze:

    Aha. Wieśmin był przez chwilę na stronie. Nawet zdążyłem przeczytać i skomentować.
    Powiedzmy, że wywołał we mnie emocje:>.

  6. Elevandar pisze:

    Eeee że co to jest ? Opis czaru czy jakiejś pieprzonej bandy elfów i tego co to oni porabiali i jakich mieli przywódców itp.
    Moim zdaniem za dużo jest tutaj zbędnego pisania o tych sprawach . Przecierz tematem textu jest (rzekomo) zaklęcie a nie jakaś banda ,,niezwykłych jak na elfy , elfów „. Chodzi mi tutaj raczej o to opowiadanko . Natomiast pozostała częśc artykułu jest nawet znośna . Dużo też jest jednak błędow stylistycznych . Postawię 6- . Artykuł całkiem dobry .

  7. Cień pisze:

    ekhm… sorki… wsumie sie rozpisalem troche zbednie. w nastepnym artykule postaram sie poprawic. przygotowuje rowniez do dzialu o swiecie dluuugi art o tej „zgrai pieprzonych elfow” (w koncu to moja pieprzona druzyna).
    nie czepiac mi sie walow nadoczodolowych. co w tym zlego?!

    Wieśmin dostępny tymczasowo na stronie
    http://szity.blog.onet.pl

    kierownictwo strony mimo moich usilnych prozb i blagan oraz wyslania przynajmniej 5 kopii dalej nie zamiescilo tego „dziela” na stronie…
    a blog nalezy do współautora, szmatana.

Zostaw Komenatrz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


top